Pewnego zimowego wieczora otrzymaliśmy telefon. Po drugiej stronie słychać było zdenerwowany żeński głos. Dzwoniła nasza przyszła klientka z prośbą, o jak najszybsze przybycie, ponieważ w jej mieszkaniu działo się coś przerażającego. W wynajmowanym przez nią lokalu były szkodniki – karaluchy. Tego samego dnia nasz specjalista pojechał pod wskazany adres i już na klatce schodowej było jasne, z którego mieszkania dzwoniono.
Gdy specjalista wszedł do mieszkania, ujrzał następujący widok: tapeta była całkowicie zdarta, a z drzwi zostały nawet zerwane listwy. Przez wiele miesięcy kobieta próbowała samodzielnie pozbyć się problemu przy użyciu tanich środków, lecz okazało się to zupełnie bezskuteczne. Wcześniej nie było możliwości przeprowadzenia profesjonalnej dezynsekcji, ponieważ w mieszkaniu przebywały małe dzieci oraz zwierzęta. Gdy już udało im się opuścić lokal, kobieta bezzwłocznie skontaktowała się z naszą firmą.
Mieszkanie nie było zastawione meblami, więc mieliśmy łatwy dostęp do każdego miejsca w lokalu. Nasi specjaliści przeprowadzili dezynsekcję za pomocą generatora zimnej mgły, przy zastosowaniu preparatu o minimalnym zapachu (na życzenie lokatorki). Podpisaliśmy umowę z klientką, a po 10-14 dniach zaleciliśmy powtórzenie procedury.
Powyższy przypadek uważamy za jeden z cięższych, ponieważ było bardzo dużo karaluchów. Po 4 dniach klientka wysłała nam zdjęcie ze swojego mieszkania. Udało się zlikwidować 80% owadów. Mimo to umówiliśmy się na powtórzenie procedury, aby osiągnąć maksymalny efekt. Zdjęcie poniżej.
Po 14 dniach przeprowadziliśmy w mieszkaniu ponowną dezynsekcję. Specjalista założył barierę ochronną przed karaluchami na wypadek, gdyby szkodniki chciały przedostać się z sąsiedniego lokalu.
Na chwilę obecną w mieszkaniu nie ma już karaluchów. Klientka jest zadowolona z przeprowadzonej procedury, a my jesteśmy usatysfakcjonowani efektem naszej pracy. Zdjęcie zostało umieszczone za zgodą lokatorki.